Pierwszy raz w Paryżu


W podróży / czwartek, Czerwiec 6th, 2019

W lipcu minie rok odkąd po raz pierwszy zobaczyłam cudowny Paryż i nie będę ukrywać, ale po prostu się zakochałam! Do tej pory jest to najpiękniejsze miasto jakie widziałam, dlatego dzisiaj mam dla Was trochę zdjęć, żebyście też mogli przenieść się w to magiczne miejsce.

W czasie tych dni wolnych udało mi się zobaczyć kilka najważniejszych miejsc, ale na tak duże miasto to i tak było za mało. Zawsze sobie powtarzam gdy jestem w miejscu, które mi się podoba, że potrzebowałabym tydzień wolnego, aby nacieszyć się miejscem, zobaczyć wszystko i przy okazji trochę odpocząć, wtedy byłoby idealnie!

Kamienica paryska

Zacznę od tego, że po Paryżu można się wszędzie poruszać metrem i ewentualnie autobusami, dlatego warto wykupić sobie pakiety biletów w kasie lub automacie. Przy okazji można poprosić o darmową mapkę Paryża, na której zaznaczone są wszystkie linie metra, ale i najważniejsze zabytki więc bez problemu można się poruszać po mieście. Chociaż ja zachęcam do spacerów po tym malowniczym mieście, zwłaszcza przy pięknej pogodzie.

Bazylika Sacré Cœur

Sacré Coeur to pierwsze co byłam zobaczyć. Bazylikę było widać już z daleka przez to, że znajduje się na wzgórzu. Na miejsce dochodzimy idąc uliczkami miasta, a na końcu schodami. Wrażenie, które robi jest niesamowite, bo budowla jest naprawdę przeogromna!

Widok na miasto

To, że jest usytuowana na wzgórzu jest kolejnym plusem, bo plac jest przy okazji świetnym miejscem z widokiem na cały Paryż, dlatego też nie wydawałam tych kilku euro na to, aby wjechać na wieżę Eiffla. 

Teatr Moulin Rouge

Stamtąd udałam się już na piechotę do najbardziej malowniczej dzielnicy Paryża, czyli Montmartre, aby zobaczyć słynne Moulin Rouge. Dzielnica piękna, a na słynnym placu Pigalle oczywiście od razu w oczy rzucają się sex shopy, kluby nocne i bary. Plac ten zresztą jest odzwierciedleniem ,,dzielnicy czerwonych latarnii’’, która znajduje się w Amsterdamie. Moulin Rouge to oczywiście teatr, na deskach którego wystawiane są kabarety.

Następnie poszłam dalej kierując się w stronę Louvru, chcąć złapać autobus, który jednak nie jechał poszłam dalej na nogach. Pamiętam, że w tamten weekend przeszłam jak nic kilkanaście kilometrów!
Przy okazji byłam w świetnym sklepie (którego nazwy oczywiście nie pamiętam) z naturalnymi kosmetykami. Wybór był ogromny, sklep 3 poziomowy podzielony na kategorie, a w środku ładnie pachniało. Idąc dalej zupełnie przez przypadek natrafiłam na galerię La Fayette, w której było wszystko! Ja shoppingu nie planowałam, ale szkoda było po prostu wyjść po 5 minutach, bo jej wnętrze jest przecudowne, a luksusowe marki, które się tam znajdują zdecydowanie tam pasują. Na parterze znajdowały się same wysepki słynnych marek perfum i kosmetyków więc tam się głównie obracałam oglądając na wszystkie strony, a przy okazji zaglądając na stoisko Diora, żeby jeszcze raz powąchać perfum, który mi się marzy, czyli Miss Dior.

Dalej trafiłam na ogromny Plac Colette, gdzie znajduje się piękny teatr narodowy Comédie-Française,  zawsze gdy widzę takie miejsca to mam ochotę tam naprawdę być, więc na sztukę też bym się chętnie wybrała, a zwłaszcza że francuski to miód dla moich uszu!

Louvre

Louvre to oczywiście obowiązkowe miejsce każdej wycieczki więc i tu się znalazł. Sam plac jak i muzeum bardzo mi się podoba, nawet te szklane piramidy, które niektórzy kochają, a inni zaś nienawidzą. Jako, że doba ma tylko 24 godziny to w muzeum byłam na drugi dzień, ale nie będę się tu rozdrabniać dlatego pisze wszystko od razu. Louvre jest przeogromny! Nie ma szans, żeby przejść całe muzeum w jeden dzień i przy okazji zachwycać się sztuką. Osobiście nie jestem jakąś wielką fanką muzeów, ale były tam dzieła obok których trudno było przejść obojętnie. Oczywiście wszystko było ułożone tematycznie i epokami. Udało mi się zobaczyć Wenus z Milo i Mona Lisę, która jest taka mała, a przy której był taki tłum, że trzeba było się naprawdę nagimnastykować, aby ją dobrze dostrzec. 

Przy okazji dodam tylko, że do wszystkich muzeów jest bezpłatny wstęp dla osób poniżej 26 roku życia po okazaniu dowodu tożsamości (nie trzeba być studentem) co zdecydowanie pozwoli młodym zaoszczędzić. Wejście do Louvre’u normalnie kosztuje 17 euro więc zdecydowanie warto skorzystać.

La Tour Eiffel

Wieża Eiffla

No i najważniejsze, symbol Paryża, wieża Eiffla! W końcu, po wielu przebytych kilometrach znalazła się i ona! Bardzo ładna, choć trochę wyblakła, ogrodzona bramkami, aby tylko nieliczni, którzy wydadzą parę euro mogli się na nią dostać. Ja wybrałam Pola Marsowe, pyszne francuskie wino i cieszyłam się jej widokiem. Jak tylko o tym myślę, to nie mogę się wprost doczekać, żeby tam wrócić. Było to idealne miejsce na odpoczynek po całym dniu chodzenia. Jedyne co mnie zdziwiło, to że mimo to iż była połowa lipca, to trwa już była sucha, a liście zaczynały już opadać, zupełnie jakby był to wrzesień w Polsce. Dlatego chętnie wybrałabym się tam, gdy jest wiosna na przełomie kwietnia i maja.

Pyszne smaki

Cukiernia, restauracja Ladurée, Champs-Élysées

Myśląc o kuchni francuskiej wiedziałam czego muszę koniecznie spróbować i zdecydowanie nie mam na myśli żabich udek i ślimaków. Stety, niestety ja jestem fankom słodyczy więc wiedziałam, że muszę skosztować crème brulée. Ten drugi deser zjadłam i niestety niezbyt mi smakował, ale być może dlatego, że jadłam go w kiepskiej knajpie. Muszę spróbować jeszcze raz jak będę. Za to makaroniki, pychota!

Od początku wiedziałam też gdzie muszę się koniecznie po nie wybrać. Do Ladurée. Najsłynniejsza i najbardziej prestiżowa cukiernia w Paryżu. Zaś same makaroniki… obłędne! Nie tylko w smaku, ale i z wyglądu plus te śliczne pudełka, w które można je zapakować co oczywiście kosztuje ekstra, ale kiedy jedno małe ciasteczko kosztuje 2,7 euro to… jak szaleć, to szaleć. Stały się moim małym uzależnieniem, jak tylko jestem w Paryżu i mam okazje je kupić to zawsze to robię, choć postanowiłam, że nie będę już wydawać więcej kasy po to, żeby mieć ładne pudełko. Lepiej kupić 2-3 ciasteczka więcej! Jak będę następnym razem w Paryżu to muszę jeszcze spróbować makaroników od Pierre Hermés. Podobno Francuzi dzielą się na zwolenników tych jednych lub drugich, zastanawiam się za kim ja będę 😉

Francuskie makaroniki

Cudownie było się również przejść Polami Elizejskimi wzdłuż, których jest mnóstwo markowych sklepów. Przy okazji wstąpiłam do Sephory, która była jakieś 6 razy większa (a może więcej) od Sephory znajdującej się w Galerii Katowickiej. Te wszystkie pomadki, szminki, paletki, pędzle… chciałabym to mieć! Wszystko po to, by na końcu zobaczyć słynne skrzyżowanie Étoile i Łuk Triumfalny, który był ogromny czego się zupełnie nie spodziewałam. Zresztą wiele zabytków zrobiło na mnie dużo większe wrażenie niż się spodziewałam np. Katedra Notre Dame.

Notre Dame

Cudownie było spacerować nad Sekwaną, gdzie zresztą są śliczne stoiska ze starymi książkami i tam nabyłam bardzo ładną wersję ,,Dżumy’’ Alberta Camus z 1945 roku. Nie jestem typem zbieracza magnesów z różnych miejsc, wolę raczej kartki, ale tym razem zamiast tego wybrałam książkę w wersji pocket. 

Na dzisiaj to tyle. Mój pierwszy raz w Paryżu wspominam baaardzo dobrze i już nie mogę się doczekać kolejnej wizyty w Mieście Świateł. Chciałabym zobaczyć te miejsca jeszcze jeden raz i wiele innych, których jeszcze nie odkryłam. Mam nadzieję, że zdjęcia się Wam podobają, były robione na dwóch różnych wyjazdach. Wiecie jak to jest ,,tyle do zobaczenia, a tak mało czasu’’ 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.